Relację z Argentyny zaczynamy od kasy :) Jak zaoszczędzić sporo pieniędzy? Nie wymieniać waluty w kantorach!

“Cambio, cambio, dolares, reales, change, cambio” słychać z każdej strony, gdy spaceruje się deptakiem Florida w Buenos Aires. Wszyscy chcą kupować dolary USA. W Argentynie istnieją dwa rynki wymiany walut. Oficjalny w bankach i kantorach, i czarny rynek, zwany tutaj niebieskim. W kantorach za jednego dolara USA dostaje się około 8 pesos, a na ulicy, od handlarzy, można wynegocjować nawet ponad 13. Różnica jest spora. Gdy wymieni się walutę na rynku niebieskim, Argentyna staje się bardzo tanim krajem (np. pojedynczy bilet na metro kosztuje 5 pesos czyli około 1,3 złotego). Co ciekawe, wszyscy mówią, że wymiana na ulicy jest nielegalna, ale rząd argentyński ewidentnie przymyka na to oko. W gazetach, na portalach internetowych podawane są zwykle 2 kursy: oficjalny i “niebieski”.


Misje jezuickie San Ignacio

Przed przyjazdem do Buenos byliśmy w Argentynie już w 2 miejscach. Pierwsze miejsce to tzw. “tresfronteras” – trzy granice, gdzie graniczą ze sobą trzy miasta: Ciudad del Este (Paragwaj), Puerto de Iguazu (Argentyna) i Foz da Iguasu (Brazylia). W miastach wszystko jest “tresfronteras”, hotel TresFronteras, restauracja TresFronters, festiwal kultury TresFronteras. Kwitnie handel przygraniczny. Praktycznie wszędzie można płacić w 4 walutach (reale brazylijskie, pesos argentyńskie, guarani paragwajskie i dolary USA). Podobno najniebezpieczniejsze jest przekraczanie granicy Brazylii z Paragwajem, więc po ostrzeżeniach “lokalsów” po prostu z tego zrezygnowaliśmy. Poza tym oczywiście miejsce to jest znane ze wspaniałych Wodospadów Iguazu (jednego z 7 cudów świata natury), które można oglądać ze strony argentyńskiej i brazylijskiej. Drugi przystanek w naszej podróży przez Argentynę to klimatyczne San Ignacio w prowincji Misiones. Nazwa prowincji idealnie odzwierciedla to, co możemy tam zobaczyć. Znane jest bowiem z zachowanych ruin misji jezuickich. W latach świetności mieszkało tam nawet 3 000 osób. Przystanek obowiązkowy dla wszystkich,  którzy oglądali film “Misja”.

Argentyna (3)Argentyna (4)

Po argentyńskiej stronie Foz da Iguasu pierwszy raz piliśmy Yerba Mate (z taksówkarzami) i wymieniliśmy dolary na peso (też u taksówkarzy).

Argentyna (5)

 

Buenos Aires

Do Buenos Aires dotarliśmy z Posadas po 18-to godzinnej podróży autobusem, w którym potraktowano nas jak w transatlantyckim samolocie. Dostaliśmy poduszki, koce, przekąskę i szampana. O 23, po przekąsce, jak byliśmy już porządnie najedzeni, dostaliśmy kolację. Udo z kurczaka z ryżem. Zdaliśmy sobie sprawę jak wyglądają w Argentynie pory posiłków. Przed 23 w restauracjach są pustki i generalnie ciężko znaleźć coś otwartego. Po 23 Argentyńczycy udają się na kolację. Jedzą z reguły pokaźne porcje wołowiny.

Argentyna (6)W Buenos mieszkaliśmy u Adriany i Mauricio z Servasa. Spędziliśmy u nich w sumie 7 dni. Adriana jest reżyserem filmowym, a Mauricio emerytowanym profesorem ekonomii. Mieszkają w bardzo ładnym domu w bogatej dzielnicy Palermo niedaleko wielkiego parku, w którym toczy się intensywne życie mieszkańców, głównie popołudniowe i weekendowe.

Pewnego wieczoru, po dość intensywnym zwiedzaniu Paula poczuła się słabo. Następnego dnia rano obudziła się z 40 stopniową gorączką. Zaczęliśmy podejrzewać, że ma malarię. Sprawdziliśmy objawy malarii w Google i wszystko się zgadzało. Zadzwoniłem do polskiej ambasady, gdzie dostałem adres najbliższego szpitala. Zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy na wizytę. Po rozmowie z lekarką okazało się, że to nie malaria, tylko zatrucie od wody, jedzenia, pogody i nie wiadomo czego jeszcze. Paula następne 3 dni spędziła w łóżku. Ja w tym czasie odwiedziłem Muzeum Sztuki Współczesnej i Muzeum Evity.

Argentyna (8)W Buenos Aires robiliśmy zakupy na cotygodniowym niedzielnym targu w dzielnicy San Telmo, zwiedzaliśmy żółto-niebieską dzielnicę Boca i stadion słynnego klubu BocaJuniors, byłem na meczu River Plate i San Lorenzo, zwiedzaliśmy nowoczesną dzielnicę portową i piękny cmentarz Recoleta oraz spacerowaliśmy po dzielnicach Palermo i Belgrano. W Buenos jest wielki kult Diego Maradony, Evy Peron i papieża Franciszka.

Argentyna (9)Argentyna (10)Argentyna (11)Argentyna (12)Po powrocie z trzydniowego wyjazdu do Urugwaju spędziliśmy jeszcze jedną noc w hostelu, w którego kuchni wisiał na ścianie wiersz Jorge Luisa Borgesa.

Chwile

Gdybym mógł przeżyć życie od nowa, w kolejnym próbowałbym popełniać więcej błędów. Nie starałbym się być tak doskonałym, byłbym bardziej odprężony. Postępowałbym głupiej, niż postępowałem – właściwie to niewiele rzeczy brałbym na poważnie. Żyłbym mniej sterylnie. Częściej podejmowałbym ryzyko, więcej bym podróżował, obejrzałbym więcej zachodów słońca, wspiął się na więcej gór i przepłynął więcej rzek. Pojechałbym w wiele miejsc, w których nigdy nie byłem, jadłbym więcej lodów, a mniej szpinaku, miałbym więcej problemów rzeczywistych, a mniej wyobrażonych.

Byłem jedną z tych osób, które przeżywają każdą minutę życia rozsądnie i z pożytkiem. Oczywiście, były także chwile szczęścia. Jednak gdybym mógł wrócić wstecz, spróbowałbym przeżywać same dobre chwile. Jeśli jeszcze nie wiecie, tylko z nich składa się życie, z momentów – nie trać ani chwili.

Byłem jednym z tych, którzy nigdzie się nie wybierają bez termometru, termoforu, parasola oraz spadochronu. Gdybym mógł przeżyć życie na nowo, podróżowałbym bez zbędnego bagażu.

Gdybym mógł przeżyć życie na nowo, zzuwałbym buty w pierwszych dniach wiosny i aż do późnej jesieni chodziłbym boso. Dłużej kręciłbym się na karuzeli, obejrzałbym więcej wschodów słońca i częściej przebywałbym z dziećmi – gdybym znów miał życie przed sobą.

Ale widzicie, mam osiemdziesiąt pięć lat i wiem, że umieram.

Jorge Luis Borges

Mam wrażenie, że na całym tym zamieszaniu związanym z odkrywaniem Ameryki przez Kolumba najbardziej ucierpieli Indianie. Nie jestem specjalistą w tym temacie, ale wygląda na to, że są oni totalnie niezasymilowani. Żyją ewidentnie obok, w swoim własnym świecie. Wielokrotnie widzieliśmy całe Indiańskie rodziny żyjące w skrajnej nędzy na ulicach, chodzące bez butów, próbujące zarobić kilka groszy na sprzedaży jakichś dziwnych roślin.

Argentyna (14)Argentyna (15)Nareszcie dotarliśmy do miejsca, gdzie mogę realizować jeden z moich celów – uczyć się hiszpańskiego. Okazji jest aż nadto, ludzie są bardzo otwarci, rozgadani, każdy próbuje nam pomóc (albo orżnąć, ale też z uśmiechem na ustach). Na słowo “Polonia” ludzie reagują bardzo pozytywnie, praktycznie każdy zna kogoś, kto zna kogoś, kto mieszkał koło kogoś z “Polonii”. Albo chociaż z Europy.

Argentyna (16)Ulice w miastach Argentyny prawie zawsze krzyżują się pod kątem prostym, tworząc swego rodzaju szachownicę i dzieląc teren na kwadraty. Dlatego kiedy pytamy miejscowych o drogę, nikt nie odpowiada nam, że hostel jest 400 m prosto, a później 200 m w prawo. Nie mówią też, że żeby dojść do muzeum trzeba minąć sklep, przejść przez plac i skręcić w lewo. Zawsze odpowiadają: 2 kwadraty prosto i 3 w lewo. I to w zupełności wystarcza, żeby dotrzeć do celu. Bok jednego kwadratu ma z reguły ok. 100 m, więc dość łatwo oszacować odległość. Również adresy budynków dopasowane są do kwadratów. Jeśli obiekt znajduje się przy ul. Dona Paulina 1545, oznacza to, że jest w 15 kwadracie, jeśli przy 456 – w kwadracie nr 4.

Argentyna (17)Argentyna (18)

Salta

W sobotę, w małym, górskim miasteczku Cachi, 140 km od Salty odbywały się główne obchody karnawału. Stary Indianin śpiewał o kozie, która była szalona i nie chciała mieć kozła. Mieszkaniec północnych krańców Argentyny przy akompaniamencie niewielkiego bębenka śpiewał również o innych zwierzętach, ale to, co zrobił kozie nie nadaje się do cytowania, choć wśród publiczności wywołało wielki śmiech i brawa. W występach karnawałowych wzięły również udział indiańskie gospodynie z całej prowincji, których piosenki były głównie o miłości, o tym, że mają dobre serca i o indiańskim życiu w górskich wioskach. Występom towarzyszył jarmark regionalnych produktów (m.in. farsz z jajek i kukurydzy gotowany w liściach kukurydzy czy cukierki z orzechów włoskich z toffi i lukrem). Do Cachi przyjechało wiele indiańskich rodzin ubranych w odświętne stroje i kilkudziesięciu turystów.

Argentyna (19)Wyprawa do Cachi to nasza druga po Cafayate zorganizowana przez agencję wycieczka. Niestety nie obyło się bez problemów, bo najpierw ponad godzinę spóźnił się bus, a później w górach złapaliśmy gumę i również przez ponad godzinę czekaliśmy na zmianę koła. Późniejsze atrakcje wynagrodziły jednak początkowe problemy. Widzieliśmy pustynię pełną gigantycznych kaktusów (niektóre nawet 8-10 m), krajobraz argentyńskiej selvy oraz wielokolorowe góry. Co jakiś czas przy drodze pojawiał się gaucho na koniu, dzikie osły albo gwanko (mniejsza odmiana lamy). Mijaliśmy też stada krów, kóz i koni. Co prawda wypas zwierząt poza własnym gospodarstwem jest nielegalny, ale jak nam powiedział przewodnik, argentyński farmer swoje zwierzęta widzi 2 razy w życiu: tuż po narodzinach i przed ich zjedzeniem. Argentyna (20)Dwa dni wcześniej wybraliśmy się do małego górskiego miasteczka Cafayate, do którego droga wiodła przez gigantyczny wąwóz Quebrada de las Conchas. Cafayate słynie z wspaniałych winnic. Jedną z nich mogliśmy zwiedzić i załapaliśmy się na degustację. Na miejscu można też kupić lody o smaku lokalnego czerwonego lub białego wina i piwo z osła. Te lody je się chyba tylko raz w życiu. To też pierwsze miejsce, w którym sprzedawano liście koki (3,30 zł za porcję).

Argentyna (21)Argentyna (22)Stolica prowincji Salta zwana jest przez miejscowych “Salta la linda” – Salta Ślicznotka. Jest to dotychczas zdecydowanie najładniejsze miasto w naszej podróży. W centrum jest plac, na placu pomnik konny gubernatora (albo walczącego o niepodległość), obok kościół i ratusz miejski. Jest to typowy układ kolonialnych miasteczek. Wokół placu toczy się kulturalne i handlowe życie miasta. Salta jest bazą wypadową do wielu okolicznych atrakcji turystycznych. W czasie karnawału jest tam mnóstwo turystów z całej Argentyny. Na szczęście nie dociera tam wielu zagranicznych turystów.

Argentyna (23)Najciekawszą atrakcją Salty jest muzeum mumii. Znajdują się tam mumie 4 inkaskich dzieci znalezione całkiem niedawno wysoko w górach. Dzieci 5, 6 i 13 letnie zostały złożone w ofierze i umieszczone w jaskiniach na zmrożonych szczytach gór. Mumie były bardzo dobrze zachowane, a w ustach jednej z nich znaleziono liście koki, co świadczyło o tym, ze dzieci przed złożeniem w ofierze zostały “zamroczone”.

Argentyna (24)Na miejscu zatrzymaliśmy się u Danieli z portalu Couchsurfing, której rodzice, brat i siostra prowadzą wspólnie niewielką firmę projektowo-budowlaną.

 

Carlos Villa Paz 

“Nie strzygę obcokrajowców!” – oznajmił z twarzą pokerzysty fryzjer w Carlos Paz. “Dlaczego nie?” – zapytałem lekko zszokowany. „Bo nie i koniec!” – odpowiedział i wybuchł gromkim śmiechem. Fryzjerem był Alberto, ojciec naszego couchsurfingowego znajomego Andresa. Andres dzień wcześniej zadzwonił do taty i uprzedził go, że następnego dnia do niego przyjdziemy i poprosił o przygotowaniach “specjalnego” przywitania. Alberto od wielu lat prowadzi klimatyczny zakład fryzjerski w turystycznym miasteczku Carlos Paz niedaleko Cordoby. Co prawda jest już na emeryturze, ale nie porzucił pracy zawodowej. Jest bardzo ciekawym człowiekiem – pytał o powstanie w getcie warszawskim, o sytuację Polski i o to, czemu w 1978 roku karnego strzelał Deyna, a nie Boniek. No i za nową fryzurę nie zapłaciłem nawet peso.

Argentyna (25)Argentyna (26)Po zwiedzaniu wielkich miast teraz przyszedł czas na kontakt z naturą. Pływaliśmy w rzece, jeździliśmy na rowerach, chodziliśmy po górach i oglądaliśmy kondory. Tego było nam trzeba! Argentyna (27)Pomimo tego, że Argentyna wygląda na dość bogaty kraj, to żadna ze spotkanych dotychczas osób nie wypowiadała się dobrze na temat obecnej sytuacji ekonomiczno-politycznej. Obecna władza to populiści, chodzi im tylko o wygranie wyborów, robią wszystko, żeby dobrze wiodło się ludziom z ich otoczenia – słyszeliśmy od Argentyńczyków. Jeden z polityków przyznał w telewizji, że gdyby tylko władza przestała kraść, to Argentyna w ciągu 2 lat byłaby najbogatszym krajem w Ameryce Południowej. Argentyńczycy żyją na kredyt. Dziewiątego i dziesiątego dnia każdego miesiąca ustawiają się w gigantycznych kolejkach do banków, żeby odebrać wypłatę i spłacić zadłużenie karty kredytowej. Wszystko kupują na kredyt, później spłacają raty. „Jeśli nie wydajesz więcej niż zarabiasz, to jest to jedyne rozsądne rozwiązanie w naszym kraju ” – wyjaśnił mi Andres. “Rzeczy drożeją bardzo szybko, dlatego lepiej jest np. kupić telewizor na raty i spłacić kredyt, bo po roku ten telewizor i tak będzie więcej warty niż na początku. A jeżeli najpierw będziesz chciał odłożyć określoną sumę i po roku kupić telewizor, to i tak po roku nie będzie Cię na niego stać.” Argentyna to chyba jedyny kraj, do którego nie można wysłać dolarów USA ani euro. Tzn. można, ale wypłata może być tylko w peso, a przewalutowaniu traci się około 40% w porównaniu z kursem z “niebieskiego rynku”. W Argentynie mieszka wiele emerytów z USA i Włoch, którzy swoją emeryturę chcieliby odbierać w rodzimej walucie. Przewalutowanie sprawia, że tracą ponad 30 % swojego dochodu na rzecz państwa.

Argentyna (28)Argentyna (29)Ostatnią argentyńską noc spędziliśmy w miasteczku La Qiuaca przy granicy z Boliwią. Dotarliśmy do miasteczka przed wieczorem i wychodząc z założenia, że granicę przekraczać lepiej wcześnie rano niż późnym popołudniem, postanowiliśmy spędzić tam noc. W czasie naszego pobytu odbywał się akurat karnawał, więc mogliśmy podziwiać argentyńską młodzież przybyłą do miasteczka z okolicznych miejscowości, z których każda miała przygotowany własny program artystyczny. Były kolorowe stroje, muzyka, tańce i dużo lokalnego folkloru. Jednym z ciekawszych zwyczajów strzelanie do młodych dziewczyn i dorosłych kobiet z pianki w sprayu. Jako, że Paula była jedną blondynką na całym karnawale, oberwała wiele razy.

Argentyna (30)

Galeria zdjęć - Argentyna

Zobacz więcej  

Informacje

Zobacz więcej