Gwatemala

Z Kostaryki do Gwatemali jechaliśmy ponad 3 dni, przedzierając się przez Nikaraguę i Honduras. Czemu tak długo? Dlatego, że w Hondurasie nie ma nocnych autobusów – podobno boją się w nocy jeździć i dlatego, że na granicy gwatemalsko-honduraskiej są dwie miejscowości o podobnych nazwach: Aguas Calientes i Agua Caliente (tuż za granicą). Po nocnej podróży z San Jose dotarliśmy do Managua, gdzie zdążyliśmy tylko coś zjeść i kupić bilet do Tegucigalpy. Nocleg i znowu w drogę, tym razem do San Pedro Sula – według wielu rankingów najniebezpieczniejszego miasta świata. Z San Pedro Sula do granicy z Gwatemalą jest w linii prostej pewnie z 70 kilometrów (drogami 140 km) natomiast tuż za granicą, pierwszą miejscowością na terytorium Gwatemali była miejscowość Agua Caliente. Plan był taki, żeby jak najszybciej przekroczyć granicę. W związku z tym, że było jeszcze wcześnie, pochodziliśmy trochę po dworcu, zrobiliśmy mały rekonesans i kupiliśmy bilety do Aguas Calientes. Odszukaliśmy naszego chickenbusa, zapakowaliśmy bagaże i ruszyliśmy w drogę. Po 3 godzinach podróży powinniśmy już dawno być na miejscu, a ciągle byliśmy w Hondurasie. Przeanalizowaliśmy po raz kolejny mapę i okazało się, że jedziemy do miasta Aguas Calientes, które jest tuż przy granicy z Salwadorem, jakieś 200 kilometrów w zupełnie przeciwną stronę. Było już bardzo późno, kiedy sympatyczna pani z autobusu zdecydowanie odradziła nam dojazd do granicy. Zdecydowaliśmy się wysiąść jeden przystanek wcześniej, w Ocotepeque, znaleźć nocleg i spróbować przekroczyć granicę następnego dnia. Zatrzymaliśmy się w miasteczku, w którym byliśmy chyba jedynymi białymi, czym wzbudzaliśmy sporą sensację. Dzięki niewielkiej pomyłce trafiliśmy w pobliże granicy pomiędzy Hondurasem i Salwadorem, niedaleko miejsca gdzie toczyła się wojna futbolowa opisana w książce Ryszarda Kapuścińskiego. Następnego dnia, przekroczyliśmy granicę, uzbieraliśmy „colectivo” i dotarliśmy do pierwszego lepszego miasteczka (Esquipulas), skąd ruszyliśmy autobusem do naszego celu czyli Tikal.

13Zakup biletu w Gwatemali to też dość ciekawe doświadczenie. W agencji turystycznej byliśmy o 10.15, okazało się, że autobus odjechał o 10, co nie przeszkadzało sprzedawcy sprzedać nam biletów. Zorganizował to znakomicie, wyjął telefon, gdzieś na chwilę zadzwonił, później wyszedł z nami na ulicę, złapał nam trójkołową taksówkę, zatrzasnął drzwi i nam pomachał. Byliśmy pewni, że nas oszukał. Ale nie, taksówka bardzo szybko wywiozła nas za miasto, gdzie na poboczu czekał na nas autobus do Tikal.

4 5 Podobnie jak w przypadku Machu Picchu, trudy podróży zostały nam szybko wynagrodzone przez to, co zobaczyliśmy w Gwatemali. Trafiliśmy do Tikal, starożytnego miasta Majów. Teren ruin ogromny, piramidy wspaniałe, a turystów niewielu. Na większość ruin można wchodzić, robić dobre zdjęcia i oglądać skaczące po drzewach małpy, które są praktycznie na wyciągnięcie ręki.

8 9

Galeria zdjęć - Gwatemala

Zobacz więcej  

Informacje

Zobacz więcej